poniedziałek, 17 lutego 2014

Moja kocia ferajna :)

Już dawno szukałam okazji przedstawienia Wam mojej kociej gromadki, 
ten dzień w końcu nadszedł, bo - kto jeszcze nie wie - dziś jest 17 luty, 
czyli Światowy Dzień Kota. :)

Coby nie przedłużać - zacznę od seniorki kociego rodu, czyli:

KULKA


Kulcia jest kotem o wyjątkowo odpornym węchu, toleruje wszystkich i wszystko,
 bardzo ugodowa, towarzyska, uwielbia gadać :)
Jak samo imię wskazuje, Kulcia jest okrągła jak kulka, ponieważ kocha jeść. :)

Jest to Norweski Leśny, razem z dwoma poniższymi koteczkami :)

TOŚKA


Tosiowaty kot jest okropnym przymilakiem, nic innego mogłaby nie robić, tylko się miziać.
Kolejne towarzyskie zwierzę, niestety nie lubi się z pozostałymi pięcioma futrzakami. 
Tosiaczek wchłania ogromne ilości karmy, jest sporej wielkości, jak na prawdziwego Norwesia przystało. :)

SERAFINA,
czyli Siwy Kot


Nazywana po prostu Myszką, Siwusem, czasem Złośliwcem. :D
Mysza (jak to brzmi w odniesieniu do kota :D) charakteryzuje się tym, że nie lubi prawie nic i nikogo.
Największy złośliwiec, jakiego znam. Nie cierpi jak się ją dotyka, choć ja mogę, ale tylko w wybranych sytuacjach :D 
Ciężki charakter, wszystko musi być po jej myśli, bo jak nie, to uciekajcie gdzie się da przed jej gniewem :D 

FENEK


Ten, jak i dwa poniższe kociaki są dziećmi Siwego Kota, ojciec jest dachowcem,
 więc te kociaczki są mniej Norwesiowate. Choć wciąż słodkie :)

Fenek jest kotem o niesamowitym umaszczeniu, ni łaciaty, ni pręgowany, taki oryginalny.
Ma okropnie długie łapki wraz z ogonkiem, skacze najwyżej, a i drzwi otwierać już umie. 
Jest małym kocim odkurzaczem, zjada wszystko co jest jadalne, a i często te niejadalne rzeczy też wsysa. :)
Powoli przekonuje się do mruczanek i przytulania, bo wcześniej uważał je za zbędne cechy w swoim charakterze. :)

GACUNIA


Gacusia jest kotką o futerku czarnym, ale w świetle robi się kotem brązowym. Jej znakiem szczególnym jest jeden biały wąs, biały śliniaczek oraz po kilka białych włosków na łapkach.
Niestety po urodzeniu mała nie ciągnęła mleka, trzeba było karmić ją specjalnym mlekiem co kilka godzin, więc póki co Gacunia jest mała wzrostowo, a wielka serduszkiem. Żywe sreberko, zawsze jej pełno, 
je tyle co nic, uwielbia wydawać dziwne odgłosy i robić głupie miny :)
Jest bardzo wybredna, byle czego nie zje. A mięso zje tylko z ręki, bo przecież jedzenie z podłogi czy miseczki jest nie do przyjęcia - taka z niej Księżniczka :)

KAPITAN PASEK


Do Kapitana pasuje powiedzenie, iż kot przyjmuje kształt naczynia w którym się właśnie znajduje. :D
Kapitanowy jest futerkowcem do którego wystarczy powiedzieć słowo, a już mruczy. 
Dlatego karcenie go jest wyjątkowo ciężkie :D Uwielbia wylegiwać się na ludzkim tułowiu, chować się pod bluzą, czy po prostu gotować ze mną (oczywiście muszę to robić z nim na rękach/ramionach
 lub uwinąć specjalne nosidełko z bluzy, bo bez tego nie ma frajdy :D).

Oczywiście nie sposób opisać tutaj wszystkich charakterystycznych zachowań mojej kociej ferajny, ponieważ zajęłoby to dużo czasu, miejsca, a i nie wiem, czy znalazłby się czytelnik, który dotrwałby do końca :) 

Jeżeli macie swoje własne zwierzaki i opisywaliście je u siebie na blogu - obowiązkowo proszę o link, bardzo chętnie poczytam :)

PS. Zapraszam do polubienia mojego FanPage'a, tutaj! :) Aktualizowany na bieżąco, wraz ciekawostkami, które się nie pojawiają na blogu :)

środa, 12 lutego 2014

Garść informacji o żyworódce :) A nawet i więcej :)

Po ostatnim moim denkowym wpisie kilka osób zainteresowało się żyworódką.
Dziś skrobnę o niej kilka słów, bo to roślinka którą rzeczywiście warto się zainteresować. 
Niektórzy twierdzą nawet, że jest lepsza jak aloes :)

Odmian żyworódki jest dwie: 
Kalanchoe Daigremontiana i Kalanchoe Pinnata.

Od lewej: Kalanchoe Daigremontiana Kalanchoe Pinnata


Różną się nie tylko wyglądem, ale i działaniem.

Kalanchoe Daigremontiana Kalanchoe Pinnata


  • przy anginie, katarze
  • przy zapaleniu spojówek
  • przy zmianach skórnych, trudno gojących ranach
  • przy kurzajkach, grzybicach
  • przy stanach zapalnych, stłuczeniach
  • przy odleżynach, wrzodach
  • przy swędzeniu skóry
  • stabilizuje poziom cukru
  • na zmęczone stopy
  • przy przykrym zapachu stóp
  • przy zgadze, przykrym zapachu z ust (mimo zadbanych zębów)
  • przy bólach głowy, bólach reumatycznych
  • przy egzemach, obrzękach
  • przy trądziku, liszajach
  • przy hemoroidach
  • przy zakażeniu krwi
  • przy oparzeniach, ukąszeniach
  • przy paradontozie, nadwrażliwych dziąsłach
  • przy bólach serca
  • przy zmianach skórnych, trudno gojących ranach
  • przy niektórych typach łuszczycy
  • przy róży
  • przy wrzodach
  • przy czyrakach, trądziku
  • przy oparzeniach
  • przy ukąszeniach 
  • przy bólach zęba, ucha
  • przy stłuczeniach
  • przy bólach reumatycznych 
  • przy opuchliznach/obrzękach
  • przy pieczeniu i swędzeniu oczu 

Mała ciekawostka:
Kalanchoe Daigremontiana zawiera duże ilości witaminy C, mikro- i makro elementy tj.: mangan miedź, selen, glin, krzem, potas, wapń, żelazo. Roślina lecznicza działająca bakterio-, grzybobójczo. Wykazuje właściwości regenerujące, przeciwzapalne 
i immunostymulujące.

Kalanchoe Pinnata zawiera dwukrotnie więcej cynku, dziesięciokrotnie więcej manganu i dwa razy więcej boru niż Kalanchoe Daigremontiana. Przy zastosowaniu wewnętrznym sprawdza się tylko w niektórych przypadkach, za to szczególnie zalecana jest przy zmianach skórnych - w tej dziedzinie w większości przypadków jest skuteczniejsza od Kalanchoe Daigremontiana.



Wszystko pięknie i ładnie, ale jak z hodowlą roślinki w domu?
Roślinka nie lubi zimna i towarzystwa gorących kaloryferów. Podlewać można ją ok. 2 razy na tydzień, choć u mnie w domu nawadniana jest nieco rzadziej. Nic się jej nie stanie z powodu przesuszenia lub przelania. Bardzo szybko się rozmnaża,
a właściwości lecznicze ma już ok. roczna roślinka.



No to może jeszcze kilka przepisów, żeby było wiadomo jak tą roślinkę stosować :)

1. Maseczka z żyworódki - liście rozgniatamy (np. wałkiem do ciasta na drewnianej desce), rozsmarowujemy na lnianej ściereczce i przykładamy na chore miejsca; zawiązujemy chustką lub bandażem; okład utrzymujemy przez kilka godzin (np. na noc) w cieple. 

2. Sok - ściąć zielone łodyżki wraz z liśćmi, umyć, owinąć bibułką i trzymać w lodówce około tygodnia. Zmiażdżyć i wycisnąć sok, który jest już gotowy do użycia. Jeśli do soku dodamy spirytus (1/5 jego objętości), możemy używać tę mieszankę przez cały rok, trzymając w lodówce.

3. Nalewka spirytusowa - około ¼ szklanki soku połączyć z 1 szklanką spirytusu (w przypadku nacierań może być salicylowy). Przelać do małych buteleczek.

4. Liść do natychmiastowego użycia - używając świeżego liścia jako kompresu lub bezpośrednio do przyłożenia na zmienioną chorobowo skórę, należy zdjąć z niego cieniutką błonkę i położyć na skórę. Na to nałożyć ceratkę lub folię, owinąć bandażem. Zmieniać kompres co 4-5 godzin.

Liści żyworódki nie należy zgniatać metalowymi sztućcami i używać metalowych naczyń. Można to robić drewnianą łyżką w naczyniu szklanym lub ceramicznym.

Ja od dłuższego czasu używam gotowego soku konserwowanego alkoholem. Rano i wieczorem przecieram nim twarz. Wbrew pozorom mojej cery nie wysusza, a bardzo ładnie regeneruje. Pozbyłam się znacznej części wyprysków, pojawiają się już dużo rzadziej, ładnie się goją. Nie mogę jeszcze powiedzieć, że jest idealnie, ale jest ogromna poprawa w stosunku co było dwa miesiące temu.
Jestem bardzo zadowolona, wyczuwam bliższy romans :D 

Oczywiście nie sposób wymienić tutaj całe zastosowanie i leczenie chorób żyworódką (przepisów również jest ogromna ilość!) ponieważ post nie miałby końca. Zebrałam najważniejsze informacje, a i tak post wyszedł ogromny.
Mam nadzieję że mi to wybaczycie :)

A tak przy okazji - znacie i stosujecie tą świetną roślinkę, czy stawiacie na gotowe kosmetyki? :)

środa, 5 lutego 2014

Tym panom już DENKujemy - edycja grudniowo-styczniowa :)

Witam Was po dłuższej przerwie :)
Powracam z denkiem, które hodowałam przez cały grudzień i styczeń, ale niestety jest baaardzo marne.
Ale do rzeczy :)


Balea, puder do kąpieli o zapachu kakao - delikatnie barwi wodę, przepięknie pachnie, a i miałam wrażenie że skóra była fajniejsza po nim. Nawet nie wiem czy jest jeszcze w sprzedaży, bo dostałam go już dosyć dawno. :)

Yves Rocher, żel pod prysznic o zapachu granata (11,90 zł/200 ml) - często bywa na promocjach za ok 6 zł, i wtedy polecam kupować. Żel fajny, myje, ładnie pachnie, nie uczula, opakowanie idealne na wyjazdy (świetne zamykanie!).
 Czegóż chcieć więcej?

Zużyłam jeszcze kulę do kąpieli, ale z wiadomych przyczyn nie załapała się na zdjęcia :P


Be Beauty, płyn micelarny (7,99 zł/400 ml) - bardzo popularny już micel, a mimo to, to było moje pierwsze opakowanie. Miłości z tego nie ma, lepszy jest jego brat z Netto, ale droższy i mniejszy.

Dermesa, sok z żyworódki pierzastej konserwowany alkoholem (20 zł/100 ml) - świetnie goi wypryski, twarz się po nim wycisza, mniej świeci. Same plusy. Używam już kolejną buteleczkę :)


Forever, dezodorant aloesowy (33 zł/ 91,1 g) - baaardzo wydajny, naturalny dezodorant, który nie niszczy ubrań, szybko się "wchłania", leczy podrażnienia, używam od lat :) 

Forever, aloesowa pasta do zębów (35 zł/130 g) - kolejny świetny produkt firmy Forever który zasługuje na uwagę. Pasta nie zawiera fluoru, jego głównym składnikiem jest aloes (na 1. miejscu), poprawia stan dziąseł, zmniejsza krwawienie, wydajna, łagodna dla zębów i bakteriobójcza. Zużywam kolejne opakowanie :)

Rexona Women, Aloe Vera Fresh, 48 h (10 zł/50 ml) - nie podrażnia, nie szczypie, nie bieli. W lutym skończyłam kolejne opakowanie, mam jeszcze jedno, które skończę, ale już raczej nie wrócę do niego.

Ot, tyle. Marne denko jak na dwa miesiące, ale mam nadzieję, że ten miesiąc będzie lepszy. Pod względem ilości notek, jak i zużytej ilości kosmetyków. Muszę przecież zrobić sobie miejsce na kolejne kosmetyki :D

A jak tam Wasze denka? Znacie coś z powyższych produktów? :)

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Kosmetyczne hity 2013 r. wg MałejMii

Dziś przybywam do Was z kosmetykami, które dla mnie okazały się ulubieńcami w roku minionym :)
Zapraszam do czytania! :)

(Oczywiście zdjęcia można powiększyć klikając na nie. Niestety, są słabej jakości,
elektronika jednak mnie nie lubi :( )

1. Pielęgnacja




Galaretka aloesowa firmy Forever wraz z sokiem z żyworódki pierzastej z Dermesy  unormowały moją cerę która niesamowicie się świeciła oraz lubiła robić mi niespodzianki. Jeżeli dołożyłam do tego czarne mydło firmy l'Orient to niwelowałam wszystkie suche skórki oraz fundowałam swojej cerze dotlenienie i delikatny peeling.

Pomadka aloesowa również z firmy Forever nie raz uratowała mnie przed przesuszoną skórą ust, pęknięciami, czy innymi nieprzyjemnościami. Ponadto ma świetny skład, a i wydajność niczego sobie :)

Niestety, nie posiadam go teraz na stanie :(
Nie mogłabym zapomnieć również o balsamie, który skradł moje serce, czyli żurawinowy koktajl do ciała firmy Apis. Zainteresowanych odsyłam do mojej recenzji TUTAJ.

2. Kolorówka



Najczęściej używaną przeze mnie paletą cieni jest Sleek Ultra Mattes Brights, a cień, którego bardzo często używałam, to pomarańczowy (574) Hean, z serii Stay On, który jest świetnie napigmentowany oraz ma niesamowitą trwałość. Ulubieńcem niezmiennie jest baza pod cienie również firmy Hean, której myślę że przedstawiać nie trzeba :)

Tusz Miyo Super Lash 3in1, jest mega czarny, świetnie wydłuża rzęsy oraz posiada świetną szczoteczkę, która genialnie rozdziela włoski. Nie osypuje się, jest tani i nie uczula.

Róż z Inglota niestety się posypał, ale dzielnie mi służył dając delikatny, świeży efekt oraz całkiem niezłą trwałość, a o wydajności nie wspominając ;)

Inglotową różową kredkę opisywałam TUTAJ.

3. Włosy



Chociaż odżywkę z Kauflandu nabyłam dopiero w grudniu, spokojnie mogę nazwać ją ulubieńcem roku.
Odżywka taniutka, a mimo to idealnie dociąża, nabłyszcza oraz nawilża moje włosy.
Razem z Joanną tworzą duet idealny, choć Joanna pozostawiona solo nie daje szczególnych efektów.

Do zabezpieczania moich kłaczków upodobałam sobie szczególnie arganowe serum do włosów firmy Mila, które nie obciąża, świetnie pachnie, nabłyszcza, chroni i delikatnie odżywia włosy :)

4. Paznokcie



Najchętniej używałam GR Holiday o numerze 62, o którym pisałam TUTAJ. Teraz zanim pomaluję nim paznokcie daję dwie grube warstwy odżywki, więc nie muszę się już tak martwić zniszczeniami.

Drugim lakierem, z którym się polubiłam, jest Wibowski piasek z numerem 2. Piękny efekt, dobra trwałość, niska cena. Polecam :)

Ulubionym zmywaczem okazał się ten kupiony na szybko na wakacjach w maju. Oczywiście, nie jest on dostępny w Polsce, bo wtedy byłoby za pięknie :P Szybko sobie radzi z lakierami wszelkiej maści, nie wysusza, jest wydajny, i na polskie kosztował 4 zł. Jeżeli ktoś ma dostęp do firmy Gardenia to może brać w ciemno zmywacz z dodatkiem oleju kokosowego ;)

5. Akcesoria



Kto normalny dodaje płatki do demakijażu do ulubieńców? :D
A jednak :) Inne podrażniają mi twarz, a te są delikatne, nie pozrywają się, i są niezbyt drogie.
Lilibe z Rossmana rządzi :D

Kolejnym wynalazkiem jest szczoteczka do rozczesywania rzęs z Inglota. Ma małe igiełki, które świetnie rozczesują, i nie są bardzo ostre, więc jak dziabniemy się tym w oko, to nie jest tragicznie (przetestowane! :D)

I ostatnim już ulubieńcem został pędzel do różu z Annabelle Minerals. Mięciutki, dobrze się nim nakłada kosmetyki, nie rozpada się. Dzięki małej rączce zmieści się do kosmetyczki podczas wyjazdu :)

I to by było na tyle :)
Znacie coś z moich ulubieńców? A może same zrobiłyście takie zestawienie?
Dajcie znać, chętnie poczytam :)

czwartek, 19 grudnia 2013

NeoBio - dobre, bo naturalne?

Z produktami marki NeoBio mam styczność po raz pierwszy, krem udało mi się wygrać w zabawie na facebook'u Neopharmy. Kosmetyk długo testowałam, zanim zdecydowałam się na recenzję.

Jesteście ciekawi? :D

Ale najpierw co nieco o nowej serii NeoBio:
- posiada certyfikat NaTrue,
- nie zawiera silikonów, parabenów, parafiny, syntetycznych środków barwiących, zapachowych i konserwujących,
- w procesie produkcji wykorzystywane są wyłącznie składniki uprawy ekologicznej,
- jest przebadana dermatologicznie,
- nie zawiera glutenu,
- jest odpowiednia dla wegan.

A teraz do rzeczy :D


Krem zamknięty jest w 50 ml tubce z zakrętką i niewielkim otworem.
Kupić go można  TUTAJ, i musimy zapłacić 18,50 zł.



Kremik szybko wchłania się w skórę, nie roluje się, delikatnie matuje, nie potrzeba go wiele, aby ładnie nawilżył on skórę, co automatycznie wpływa też na wydajność produktu.

Ponadto przy regularnym stosowaniu kremu zauważyłam że skóra szybciej się goi, a i niespodzianek jest mniej.

Stosowałam go i na dzień i na noc, niestety, na noc jest za lekki.



Bardziej polecałabym go osobom z cerą normalną i mieszaną, niż dla osób z cerą suchą, ponieważ może być za słaby.

Krem wspaniale współpracuje z podkładem mineralnym, na twarzy nie robi się maska (nie zależnie od ilości), podkład szybko stapia się z cerą, nie robi plam.

Skład:
 Aqua (Water), Alcohol denat., Glycine Soja (Soybean) Oil, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Polyglyceryl-3 Dicitrate/Stearate, Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Isoamyl Laurate, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Distarch Phosphate, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Euterpe Oleracea Fruit Oil, Rhus Verniciflua Peel Wax, Xanthan Gum, Sodium Stearoyl Glutamate, Sodium Lactate, Tocopherol, Parfum (Essential Oils), Lactic Acid, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, PCA Ethyl Cocoyl Arginate.

Ja osobiście nie zauważyłam negatywnego wpływu Alcohol Denat., z czego bardzo się cieszę,
ponieważ krem bardzo dobrze mi służy, dobrze się wchłania, ładnie nawilża cerę.

Wiem, że nie każdemu on może przypasować, więc decyzję co do ewentualnego zakupu
 zostawiam Wam,choć ja z kremu jestem zadowolona. :) 

Przyznam się, że czuję się skuszona innymi kosmetykami tej firmy, więc będę kontynuować tą znajomość :)

A Wy? Lubicie naturalne kosmetyki? :)
Możecie jakieś polecić? :)

piątek, 13 grudnia 2013

Balsam idealny za 13 zł?

Przyznam się, że ten żurawinowy koktajl do ciała z firmy Apis dostałam na spotkaniu bloggerek w Sosnowcu.
Przy pierwszym użyciu byłam okropnie rozczarowana, ale w ramach akcji denko, postanowiłam go używać codziennie, żeby poleciał jak najszybciej do kosza.
Czy żałuję, że leci do kosza? 
Zapraszam dalej :)



Obietnice producenta:



Opakowanie jest zrobione z miękkiego plastiku, naklejki można bardzo łatwo zerwać, u mnie niestety one same zaczęły schodzić. Pod światło widać, ile produktu zostało. 

Za 200 ml musimy zapłacić ok 13 zł.


W składzie znajdziemy m.in. masło shea, ekstrakt z żurawiny i mango, kiwi, granatu, witaminy C, E 
czy olej z pestek winogron.

Zapach jest ciekawy, ja czuję tam i żurawinę i mango, trzeba przyznać że balsam pachnie iście "koktajlowo" :)

Jak wspominałam wcześniej, po pierwszym użyciu byłam bardzo rozczarowana. Dlaczego?
Ponieważ mimo że koktajl błyskawicznie się wchłonął oraz lekko nawilżył skórę, to po chwili nie było po nim śladu. Zniechęciłam się, i odłożyłam go na półkę. Po jakimś czasie zaczęłam go zużywać w ramach akcji denko. Maziałam się nim raz dziennie, i nagle olśnienie! Znikły wszelkie dziwne czerwone plamki na nogach, a skóra była w lepszej kondycji. Przy codziennym użyciu balsam regenerował skórę tak, aby z każdym kolejnym użyciem utrzymywała ona coraz lepszy poziom nawilżenia.
Warto również wspomnieć o błyskawicznym wchłanianiu się koktajlu.
Często zaraz po wysmarowaniu się balsamem ubierałam się, i nie było żadnego problemu z klejeniem się, czy wytarciem się wszystkiego w materiał.

Jednym słowem: polecam! 
Uważam, że producent wywiązał się ze swoich obietnic, oraz czuję się skuszona na inne produkty tej firmy.
Jeżeli macie ochotę, zajrzyjcie do Puszysławy, opisała ona trochę więcej produktów linii żurawinowej.

I jak, czujecie się zachęcone do kupna?  :D 
A może macie już swojego faworyta w dziedzinie balsamów do ciała? 
Pochwalcie się! :)

PS. Zapraszam do polubienia mojego FanPage'a, tutaj! :) Aktualizowany na bieżąco, wraz ciekawostkami, które się nie pojawiają na blogu :)

czwartek, 5 grudnia 2013

Tym panom już DENKujemy - edycja listopadowa.

Też tak macie, że kiedy jest reszta produktu i chcecie opakowanie wywalić akurat tego właśnie miesiąca, to ten kosmetyka nagle się staje okropnie wydajny? :P
Ja tak miałam z dwoma produktami w listopadzie, i niestety nie ma ich dziś z nami :P

Ale do rzeczy :P

Avon senses, żel pod prysznic XXL (ok.11 zł/750 ml) - Avonowe myjadła do ciała lubię, robią co mają robić i są tanie, a zapachy ładne, utrzymują się na skórze. Ten zapach akurat mi nie podszedł i męczyłam go :P aktualnie używam innego Avonowego żelu i pewnie skuszę się też na inne zapachy, bo produkt dobry :)

Forever, Aloe Vera Gelly (ok. 70 zł/118 ml) - Aloes w formie galaretki używamy w domu od lat, świetnie goi rany, oparzenia, opuchlizny, stłuczenia, nadaje się na dziąsła, pod makijaż. Cena może odstraszać, ale żel jest bardzo wydajny. Używam kolejne opakowanie już, i trzeba kupić kolejne, bo zapasy w domu się skończyły :(

Garnier Essentials, mleczko do demakijażu (11-12 zł/200 ml) - Opisywałam go TUTAJ. To moja druga buteleczka, ale nie wiem czy kupię go ponownie, bo planuję przerzucić się na micele :)



Garnier Ultra Doux, odżywka z awokado i masłem karite (7 zł/200 ml) - Odżywka która zrobiła szał w blogosferze, ale u mnie niestety ani szału, ani efektu wow nie było. Ot, zwykła odżywka, w duecie z innymi produktami dawała jakiś tam efekt. Raczej nie kupię ponownie.

Marion,  płyn micelarny do demakijażu (5,50 zł/120 ml) - trafił do mnie z wymianki, byłam o niego sceptycznie nastawiona. Świetnie zmywa makijaż, nie klei się, delikatnie pachnie, jedyny minus to ten, że płyn jest mało wydajny. Jak tylko go dopadnę, to z pewnością kupię :)

Yves Rocher, płukanka octowa z malin (24 zł/150 ml) - recenzja TUTAJ. Zapach piękny, działanie fajne, przy psikadełku jest wydajny. Denerwuje mnie, że trzeba czekać kilka minut, dlatego go rzadko używałam, nie wiem czy kupię, mam w zapasie jeszcze płukankę Marion, dużo tańszą.

Dermesa, sok z żyworódki pierzastej konserwowany alkoholem (20 zł/100 ml) - o żyworódce słyszałam dużo wcześniej od mojej cioci, nawet moja mama ją używała, i to właśnie ona poleciła mi ten sok na twarz. W duecie z wyżej wspomnianą galaretką uczyniła uda! Twarz się nie świeci, wyprysków mniej, szybciej się goją. Używam już kolejną buteleczkę :)

No i wśród denka znalazła się również kolorówka :)

Wibo, Growning Lashes, tusz do rzęs (10 zł/8 ml) - Gdyby nie jedna wada, zostałby moim ideałem - pięknie rozdziela rzęsy, podkręca je, stają się widoczne i dłuższe. Szczoteczka świetna, mała, idealna do dolnych i górnych rzęs. Niestety, okropne osypywanie się sprawia, że mocno zastanowię się nad zakupem :/

FM, rozświetlający korektor (ok. 36 zł/2,2 g) - dobry korektor, krycie średnie w kierunku dobrego, z cieniami sobie radzi, z niedoskonałościami niestety już nie. Wieczorem może trochę znikać z twarzy. Generalnie polubiliśmy się, choć wciąż szukam ideału korektorowego :)

A jak tam Wasze denko? :)
Znacie jakieś produkty z moich wyrzutków? :)